Dwa tygodnie w wersji opornej.

Cześć.

Wiem, bardzo długo nie pisałam. Przepraszam, że się nie odzywam, ale jak sama wiesz wszystko bardzo opornie mi idzie. Myślałam, że z blogiem będzie troszkę prościej, jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni chciałam skupić się bardziej na sobie, by wypracować nawyki i nauczyć się walczyć z błędami, o których pisałam Ci ostatnio. Wiesz co najlepsze? Udaje mi się! Naprawdę pierwszy raz od dawna jestem tak z siebie dumna, zwłaszcza dlatego, że widzę już pierwsze efekty mojej pracy. Część z was widziała je na instagramie, części z moich najbliższych znajomych po prostu musiałam się pochwalić. Moja masia(tak mówimy na moją mamę, super kobieta i kiedyś na pewno poświęcę jakiś post temu czego nauczyłam się od niej), zawsze śmiała się ze mnie, bo po każdej rzeczy, którą robiłam pytałam ją czy jest ze mnie dumna. Przejdźmy do rzeczy…

  1. Od dwóch tygodni nie jem cukru w żadnej możliwej postaci.

Tak, możesz myśleć, że oszalałam. To trochę nienormalne czytać skład każdej rzeczy, którą kupuję, ale robię to. Najfajniejsze jest w tym to, że sama tego nienawidziłam, ale teraz odkąd wiem co jest w składach jedzenia, które jadłam, naprawdę nie wyobrażam sobie tego nie robić. W pracy wszyscy są w szoku gdy mówię, że nie jem miodu, cukier kokosowy i trzcinowy też jest dla mojego organizmu zły, a jedyna możliwa dla mnie forma słodzika to w tej chwili erytrol. Dziś przypomniało mi się jak kiedyś gdy byłam młodsza podnieśli cenę cukru. Ludzie płakali i dramatyzowali, w sklepach do tej pory przy zniżkach na cukier półki stoją puste, bo wszyscy zdążyli wykupić zapasy do domu… Zapłaciłam dziś za erytrol 47 zł. No wiem, w sumie po co mi w ogóle słodki smak skoro mam oduczyć się cukru? Wiesz, czasami mam ochotę na coś słodkiego. Wtedy mogę kupić kilogram jabłek, upiec sobie tartę na żytnim spodzie i szczęśliwa wcinać fit ciacho.

2. Dzień jedzenia jest tylko raz w tygodniu.

Dokładnie tak. W ostatnią sobotę, spełniłam swoje marzenie i zjadłam wielkiego kebaba w tortilli z mięskiem cielęcym i sosem tysiąca wysp. Uwierz mi, że lepszego w życiu nie jadłam. Pozwalam sobie raz w tygodniu coś zjeść, a nawet wypić drinka. Jak pisałam Ci już kiedyś nie ma co przesadzać, mamy przeżyć swoje życie i czuć się dobrze. Uznałam, że wolę zjeść coś niż cały czas płakać, że mam na to ochotę. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że po tej całej imprezie zaczęłam średnio się czuć. Najprawdopodobniej mój organizm zrozumiał już, co może, a czego nie. Pojawia się u mnie ten moment, w którym wiem, że mam dość i nie rzucam się na paczkę czipsów. Jestem świadoma, że po zjedzeniu kostki czekolady będę czuła się źle, więc nie robię sobie krzywdy. Wolę wcinać kanapkę z twarożkiem i czekośliwką.

3. Ruszyłam się z kanapy.

W ostatnim poście pisałam o tym, że ćwiczenia nie trwają długo, że zaczęłam od 20-30 minut tygodniowo. Fakt, zrobiłam takie 3 treningi na spokojnie w domku. Powstał ten przełomowy moment w mojej głowie i odblokowała się trauma, która kryje się pod słowem „siłownia”. Kupiłam w końcu ciuchy, w których nie czuje się źle i buty, które nadają się do bieżni. W sobotę obudziłam się rano i pomyślałam „to właśnie ten czas”. Już nie było wymówek w stylu „przecież nie wiem co robić i jak ćwiczyć, wszyscy będą się na mnie gapić”. Po prostu wyszłam z domu, poszłam na siłkę, zrobiłam to co miałam zrobić i wróciłam z niej 3x silniejsza. Nie mówię o sile mięśni, tylko o sile, którą zyskałam w mojej głowie. Dziś idąc znowu na siłownie po pracy nie myślałam już o tym, że tracę mój cenny wolny czas, ale o tym, że ciężką pracą w końcu spełnię marzenie i podciągnę się na tym głupim drążku.

4. Zwiększyłam kaloryczność posiłków.

No właśnie… Jak idzie Ci z tym liczeniem kalorii? Mam nadzieję, że jesz dużo. Ja postanowiłam, że nie ma co narzekać. Trzeba po prostu jeść te 1800, nie mniej. Pierwsze 3 dni były okropne, serio. Czułam się tak napchana jedzeniem, nie wiedziałam co jeszcze mogę dojeść, żeby dopełnić bilans kaloryczny. Na szczęście teraz idzie już z górki. Kocham śniadania jak wiesz i wcinam około 500 kalorii już rano, żeby później było mi łatwiej. Po 3h staram się zjeść drugie śniadanie. Potem obiad, coś do przegryzienia i kolacja. Moja torebka gdy idę do pracy jest mega ciężka, bo zabranie zestawu na 2-3 posiłki jednak trochę waży. Odkąd jem więcej, gdy zbliża się czas jedzenia zaczynam czuć głód. To naprawdę przełom! Nigdy wcześniej mój organizm nie domagał się jedzenia. Teraz po prostu sam prosi się o kolejną porcję chlebka, czy większą ilość serka.

5. Wstaję wcześniej.

Kiedyś było tak… Poranna zmiana pobudka około 7.30-7.50, zmiana popołudniowa o 10.00-11.00. Dzień wolny grubo po 11.00. Możesz wiedzieć albo nie, ale kocham łóżko, a najbardziej w świecie to kocham moją kołdrę. Z takich ciekawostek o mnie, to kocham ją tak bardzo, że przeprowadzając się 600 km dalej, postanowiłam wysłać ją kurierem, bo nie wyobrażam sobie spać pod inną. W skrócie jestem człowiekiem który najchętniej cały wolny czas spędziłby w łóżku. W liceum moje biurko służyło mi za miejsce składowania ubrań. Uczyłam się w łóżku, jadłam w łóżku, oglądałam seriale w łóżku. Nie potrafię siedzieć przy biurku jak mój chłopak. Nienawidzę wstawać… Najgorzej jest właśnie wtedy, kiedy muszę wyjść z łóżka około 7 rano. Spanie 6h i wstawanie po 9.00 da się przeżyć, ale 8h snu i budzik o 7.30 to dla mnie katorga. No i naprawdę, próbowałam spać mniej, brać coś na sen, ale nie działa. Okazuje się, że to po prostu moje lenistwo. Dlatego wstaję już zawszę o 7.30 gdy mam poranną zmianę, lub między 8.30-9.00 gdy zmiana jest popołudniowa. Tak, w wolne dni czasami daje sobie więcej czasu, żeby się wywlec.

 

Dużo dziewczyn pyta mnie, co jem, jak jem i ile jem. Kochane, nie jestem dietetykiem. Proszę was.. Pamiętajcie o tym, że inaczej wygląda dieta osoby, która ma insulinooporność, a inaczej osoby, która może zjeść totalnie wszystko. Postaram się zacząć robić zdjęcia przez kilka dni i wrzucić wam post ze zdjęciami i rozkładem kalorycznym, który zjadam, jednak nie obiecuję kiedy to zrobię, bo w tej chwili mam przedświąteczne szaleństwo w pracy 🙂

Na koniec chciałabym pokazać Ci, jak bardzo zmieniły mnie 2 tygodnie, baaardzooo opornego przestawiania się.

Mam nadzieję, że Tobie też dobrze idzie. Opowiedz co u Ciebie! Bardzo jestem ciekawa czy dobrze się czujesz, czy nie masz doła. Pamiętaj, że jestem tu dla Ciebie! Tak jak obiecałam, obie damy radę. Umawiałyśmy się, że zaczynasz wtedy, kiedy będziesz gotowa. Jeśli jeszcze nie jesteś daj sobie czas, jeśli jednak już męczy Cię czekanie, pamiętaj, że naprawdę nie jest to aż tak trudne jak Ci się to wydaje. Twój organizm podziękuje Ci za to.

Daj znać co chciałabyś zobaczyć w następnym poście, o czym chciałabyś przeczytać. Dużo osób prosi mnie o przepisy, obiecuję, że niedługo się pojawią.

Ściskam Cię mocno!

Iww.

Dodaj komentarz