O zwątpieniach na drodze słów kilka.

Cześć.

Tak, to kolejny wpis, który miał pojawić się tydzień po ostatnim, ale jest jednak miesiąc później… Tylko dlaczego, zawsze zamiast napisać o co mi chodzi czekam? Nie wiem. Może po prostu jestem osobą, która musi sama z czymś się uporać, by móc mówić o tym w prost i bez żadnych oporów. W sumie to nie jest to wcale takie proste przyznawanie się do tego, że ma się czasami doła. Może dla niektórych jest zwyczajne, ale u mnie to jak mała życiowa porażka i wstyd mi to powiedzieć. Zwłaszcza po tym, jak obiecałam być super silna dla siebie i Ciebie, w końcu jestem Twoją fit motywatorką! No niestety kochana, fit dziewczynom też zdarza się gorszy okres. Jeśli w ogóle są takie super fit, bo ja tak naprawdę się uczę i o tym doskonale wiesz 🙂

Mija kolejny miesiąc mojej podróży, kolejny miesiąc, w ciągu którego dużo zrobiłam, ale dużo czasu też zmarnowałam. Okej, może nie do końca zmarnowałam, bo jednak dwa tygodnie z czterech, których mnie nie było spędziłam chorując na zapalenie zatok i odpoczywając, a kolejne dwa na wracaniu do siebie i tego by znowu móc dać znać, że żyje. Prawda jest taka, że nie jest jeszcze idealnie… Gdzieś tam w środku biją się dwie Iwonki. Jedna chce być silna i samodzielna, druga ma dość wszystkiego, chce zwinąć się w kołdrę i nie wychodzić z łózka objadając się pizzą, której nie może jeść. Czasami mam wrażenie, że im bardziej do przodu idę, im więcej jestem w stanie osiągnąć, tym więcej kłód mam pod nogami. Pewnie nie tylko ja tak mam. Zima ma to do siebie, że jedyne czego człowiek chce to ciepłej herbaty, kocyka i książki. Mimo wszystko myślę, że nie jest to wina zimy, bo przecież to bardzo piękna pora roku, prawda?

Pomyśl sobie teraz, ile w ciągu ostatniego czasu zrobiłaś dla siebie i jak dużo udało Ci się osiągnąć. Nie mówię kochana o ostatnich dwóch dniach, podejdźmy do tematu trochę szerzej. Ja na przykład, pokonałam w końcu mój strach przed siłownią. Nie wiem czy pisałam wam o tym wcześniej, ale gdy miałam wyjść pierwszy raz na siłownie dostałam ataku paniki. JAKI ATAK PANIKI, CZEMU ?! Wiesz, może dla Ciebie to oczywiste, że idziesz, robisz trening i wracasz, ale ja serio mega się bałam. Bałam się wzroku innych bałam się, że ktoś mi coś powie, albo że nie będę totalnie wiedziała jak uruchomić konkretne maszyny. Tym sposobem jakoś we wrześniu poszłam na siłownie dwa razy i do listopada nie pojawiłam się na niej ani razu. Musiałam kupić odpowiednie ciuchy, buty… Nie chodziło o to, żeby świecić tyłkiem, ale o to żeby po prostu poczuć się tam w końcu pewniej. Może taka pierdoła, ale naprawdę mi pomogła. Później zaczął się problem ćwiczeń, widziałam dużo filmików. Dziewczyny na instagramie robią naprawdę dobrą robotę wrzucając swoje treningi. Wiecie co się wtedy stało? Zamarzyłam sobie, żeby ćwiczyć pupę na suwnicy bokiem, no ale przecież od razu włączyła mi się lampka, że każdy będzie patrzył na mnie jak na jakąś przemądrzałą typiarkę, która w sumie to się naoglądała nie wiadomo czego. Kolejne 2 treningi musiałam przetrawić to w swojej głowie, ale w końcu to zrobiłam, zaczęłam ćwiczyć na suwnicy bokiem, spełniłam swoje marzenie, a pupa już mi rośnie ze szczęścia 😀 Do zeszłej niedzieli bałam się też robić ćwiczenia w strefie wolnych ciężarów, bo przecież ONI TAM SĄ. Nie nie chodzi nawet o tych pakerów z barkami szerokimi tak, że przez drzwi nie da się przejść. Chodziło mi w ogóle o obecność facetów, bo czemu ja kobieta, mam przebywać z nimi i używać ciężarków, którymi oni pakują.

„HALKO CZY Z TOBĄ DOBRZE DZIEWCZYNO?! IDŹ NA ORBITREK!”

Jestem w szoku, jak bardzo nasz mózg i nasza podświadomość lubi nas okłamywać, tylko po to, żeby utrudnić nam drogę. Powracając do sedna i do tego co chciałam Ci dziś powiedzieć. Pamiętaj, że zawsze są te gorsze chwile, ale nikt nie będzie Cię z nich rozliczał, nikt nie da Ci jedynki za zły skład w kolacji, czy nieobecności, za brak treningu. Sama jesteś sobie Panem i sama masz decydować o tym co, kiedy i jak będzie. Jeśli potrzebujesz czasu, żeby usiąść i się wypłakać, czy po prostu poleżeć w łóżku i posłuchać muzyki, to dlaczego tego nie zrobisz? Mam dosyć trudny okres w tej chwili, ze względu na stres, który wynika z mojej pracy. Dziś miałam z powodu tego stresu wrócić do domu, położyć się w łóżku, odpalić wiedźmina i przeleżeć tak cały wieczór. Pomyślałam sobie jednak, „dość”. To nie jest już czas na to, żeby siedzieć i nie zrobić dziś kolejny raz nic. Odkładanie czegoś na następny dzień sprawi, że obudzisz się w dziurze bez wyjścia. Może to głupi przykład, ale dzięki temu łatwiej zrozumiesz.. Czasami myślę sobie, że nie chce mi się tak bardzo poświęcić tych 10 minut na to, by odkurzyć moim królikom w kojcu, że zrobię to na następny dzień. Wiem też, że jeśli nie poświęcę tych 10 minut w ciągu dnia, w trakcie odkurzania na dzień kolejny, rura odkurzacza zdąży się zapchać 4x i wszystko zamiast zająć 10 minut, zajmie mi jakieś 30… Każdy dzień, który poświęcasz na to by dać sobie więcej czasu, jest z jednej strony dobry, bo tak potrzebujemy odmóżdżenia, tylko że każde takie odstępstwo sprawia, że po pierwsze zajmie to dużo więcej czasu by wrócić do siebie, po drugie będziesz musiała wysilić się 4x bardziej, żeby w ogóle dokończyć to co zostawiłaś na później. Sama troszkę się zmuszam ostatnio. Miałam nawet moment kiedy powiedziałam „walić to, to nic nie daje, waga nie spada nie mam żadnych efektów!”. Wiesz co wtedy zrobiłam? Wzięłam aparat, włączyłam samowyzwalacz i zrobiłam sobie zdjęcie. Porównałam zdjęcie ze zdjęciem z pół roku wcześniej i co? No w sumie, to nic nie widzę – he he. Wysłałam to samo zdjęcie do kilku znajomych, wrzuciłam też na grupkę wsparcia gdzie dziewczyny sobie pomagają. Przeczytałam tak dużo miłych słów, tak wiele kobiet napisało mi, że jest progres, że widzą zmianę, że do lata będzie idealnie. Wtedy jeszcze raz spojrzałam na oba zdjęcia i faktycznie zauważyłam. Zobaczyłam, że fałdek jest mniej, a cellulitu prawie nie ma, że brzuch już tak nie odstaje, a żebra zaczyna być widać, że moje plecy robią się gładkie, a w talii faktycznie mam wcięcie i nie jestem słupkiem. Nasze oko nie jest obiektywne, nie widzimy, bo jesteśmy tak zdemotywowane byciem w dołku, że wręcz nie chcemy widzieć. Wolimy właśnie pójść na łatwiznę, położyć się w łóżku i popłakać. Tylko czy chcesz tracić czas na płacz? Płacz może spala trochę kalorii, ale jednak na siłowni spalisz ich więcej kochanie 🙂

Nie wiem jak Ty, ale ja postanowiłam delikatnie się podnieść. Nie mówię, że skaczę na głęboką wodę, zaczęłam po chorobie od nowa, od 1 treningu w tygodniu, następnego tygodnia zrobiłam 2 treningi, obiecałam sobie zrobić nawet 3 i w końcu wyjść do góry. Zacznij ze mną. Naprawdę damy radę. Wiesz, że tak naprawdę robię to też dla Ciebie? Bo gdyby nie to, że to czytasz, że oglądasz jak mi idzie na instagramie, nie miałabym takiego zapału do tego by robić dalej to co robię. Dziękuję Ci bardzo, że jesteś ze mną, że czekasz aż się odezwę. Ciesze się, że mogę tak szczerze przekazać Ci to co leży mi na sercu. Pamiętaj, że zmiana zaczyna się od tego, co masz w głowie.

Mówiłam to już kiedyś, ale powiem to jeszcze raz.

Jesteś silna, jesteś cudem. Pamiętaj 🙂

 

Iww.

Dodaj komentarz